Zanim w Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach zaczniemy szukać rozwiązań, musimy wiedzieć, czego właściwie szukamy. Temu służy kontrakt — wspólne ustalenie, po co klient przychodzi i po czym pozna, że spotkanie miało sens. To moment pozornie oczywisty, a w praktyce decydujący. Sesja bez jasnego celu łatwo zamienia się w rozmowę, która krąży wokół trudności, nie zmierzając donikąd, i kończy się poczuciem, że „pogadaliśmy”, ale nic się nie zmieniło.
Dobrze sformułowany cel
W TSR cel ma kilka cech, które warto pomóc klientowi nadać. Powinien być opisany w kategoriach obecności, a nie braku — nie „żebym przestał się denerwować”, lecz „żebym reagował spokojniej”. Powinien być konkretny i osadzony w codzienności, tak by dało się zauważyć jego pierwsze oznaki. I powinien należeć do klienta, a nie do jego otoczenia. „Żona chce, żebym mniej pracował” to cel żony, dopóki nie zamieni się w coś, czego chce sam klient.
Pomocne bywa pytanie: „Po czym pozna Pan, że ta rozmowa była warta czasu?”. Zaprasza ono klienta do wyobrażenia sobie efektu i jednocześnie ustawia rozsądną skalę — nie chodzi o rozwiązanie całego życia, lecz o realną zmianę, którą da się dostrzec. Tak postawiony cel staje się kompasem całej sesji. Co ważne, dobry cel jest też w zasięgu klienta. Jeśli ktoś mówi „chcę, żeby mąż się zmienił”, delikatnie przesuwamy uwagę na to, na co on sam ma wpływ, bo tylko tam możliwa jest realna praca.
Kiedy klient nie wie, czego chce
Często słyszymy: „Nie wiem, po prostu jest źle”. To nie jest przeszkoda, lecz naturalny punkt wyjścia. Zamiast naciskać, można zapytać o najbliższą, drobną zmianę: „Co byłoby pierwszym, najmniejszym znakiem, że idzie ku lepszemu?”. Albo sięgnąć po pytanie o przyszłość: „Gdyby ten problem zniknął, co robiłby Pan inaczej następnego ranka?”. Odpowiedź rzadko bywa od razu pełna, ale zwykle pojawia się w niej jakiś konkret, od którego można zacząć.
Bywa też, że klient przychodzi „wysłany” — przez rodzinę, lekarza, pracodawcę. Wtedy kontrakt polega najpierw na znalezieniu jego własnego interesu w tej sytuacji. Pytanie „Co Panu da to, że tu jesteśmy?” pozwala przejść od cudzego oczekiwania do osobistej motywacji. Bez tego kroku praca grzęźnie, bo trudno realizować cel, który nie jest niczyj. Sztuki kontraktowania w trudniejszych przypadkach uczymy w ramach Szkoły Superwizorów CKKMIP.
Dobrym przykładem jest klient skierowany przez przełożonego „na poprawę współpracy w zespole”. Na początku jest zamknięty, bo to nie jego pomysł. Dopiero pytanie o to, co on sam by zyskał, gdyby w zespole było spokojniej, otwiera rozmowę. Okazuje się, że marzy o tym, by wracać do domu bez napięcia. To już jest cel osobisty — i od niego zaczyna się prawdziwa praca, choć formalnie wszystko zaczęło się od cudzej decyzji.
Kontrakt to nie formalność
Łatwo potraktować ustalenie celu jako wstępną formalność i szybko przejść dalej. To błąd, bo kontrakt nie jest jednorazowym punktem, lecz żywym odniesieniem, do którego wracamy w trakcie pracy. Gdy rozmowa się rozmywa, pomaga pytanie: „Czy to, o czym teraz mówimy, przybliża nas do tego, po co Pan przyszedł?”. A gdy klient po kilku spotkaniach zmienia zdanie co do celu, kontrakt po prostu aktualizujemy — to znak, że praca idzie naprzód, a nie że coś poszło nie tak.
Brak kontraktu mści się zwykle w połowie procesu. Po kilku spotkaniach okazuje się, że terapeuta i klient pracują nad nieco innymi sprawami, a rozmowa zaczyna się dłużyć. Niemal zawsze przyczyną jest to, że cel nigdy nie został jasno nazwany albo że dawno się zdezaktualizował. Krótki powrót do pytania „po co tu jesteśmy i po czym poznamy, że to działa” porządkuje sytuację skuteczniej niż jakakolwiek nowa technika. Kontrakt jest więc nie tylko początkiem, lecz także najlepszym narzędziem naprawczym, gdy praca traci tempo.
Dobrze zawarty kontrakt oszczędza czas i obu stronom daje poczucie kierunku. Klient wie, po co przychodzi, terapeuta wie, czemu służy każde kolejne pytanie. To z pozoru prosty element, który w praktyce w dużej mierze przesądza o skuteczności całego procesu. Czas poświęcony na jego staranne zawarcie zwraca się wielokrotnie w kolejnych spotkaniach.