CKKMIP Navigation

Najczęstsze mity o TSR — i co naprawdę mówi metoda

Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach bywa rozumiana opacznie — czasem przez osoby spoza branży, czasem przez samych specjalistów, którzy zetknęli się z nią pobieżnie. Wokół metody narosło kilka uproszczeń, które warto wyprostować, bo zniechęcają do podejścia głębszego i bardziej wymagającego, niż się wydaje. Przyjrzyjmy się trzem najczęstszym mitom i temu, co metoda mówi naprawdę.

„TSR ignoruje emocje i przeszłość”

To chyba najtrwalsze nieporozumienie. W rzeczywistości TSR nie zaprzecza emocjom ani nie zabrania mówić o przeszłości. Terapeuta uważnie towarzyszy cierpieniu klienta i poważnie traktuje jego historię. Różnica polega na punkcie ciężkości. Zamiast godzinami analizować, skąd wzięła się trudność, metoda pyta, czego klient chce zamiast niej i co już mu w tym pomaga.

Przeszłość bywa źródłem zasobów — pytamy o nią wtedy, gdy szukamy momentów, w których klient sobie radził. „Był w Pana życiu czas, kiedy mimo wszystko dawał Pan radę? Jak Pan to wtedy robił?” to pytanie o przeszłość, ale skierowane ku rozwiązaniu. To nie ucieczka od emocji, lecz inny sposób pracy z nimi — taki, który nie zostawia klienta w samym środku bólu, lecz prowadzi go dalej.

„To tylko pozytywne myślenie”

Łatwo pomylić TSR z prostym dodawaniem otuchy, ale to dwie różne rzeczy. Metoda nie namawia, by patrzeć na świat przez różowe okulary, i nie zaprzecza realnym problemom. Pytanie o wyjątek czy o najbliższy krok nie jest pocieszaniem — jest precyzyjnym narzędziem, które wydobywa konkretne, sprawdzone w doświadczeniu klienta strategie.

Tym właśnie TSR różni się od powierzchownego optymizmu: nie mówi „będzie dobrze”, tylko pyta „co już raz zadziałało i jak to powtórzyć”. Terapeuta nie zaprzecza temu, że jest ciężko; przyjmuje to z całą powagą, a zarazem konsekwentnie szuka tego, co mimo wszystko działa. Ta dyscyplina pytań jest trudna do opanowania i wymaga praktyki oraz superwizji, którą prowadzimy w Szkole Superwizorów CKKMIP.

„TSR nie nadaje się do poważnych spraw”

Bywa traktowana jako metoda „lekka”, dobra do drobnych kłopotów, lecz bezradna wobec poważniejszych trudności. Praktyka pokazuje coś innego. Podejście skoncentrowane na rozwiązaniach z powodzeniem stosuje się w pracy z kryzysem, w obszarze uzależnień, z osobami po trudnych doświadczeniach, a także w organizacjach i w pracy z młodzieżą. Jego siłą jest właśnie to, że nie zostawia klienta sam na sam z problemem, lecz konsekwentnie buduje na jego zasobach — nawet gdy na pierwszy rzut oka wydaje się, że ich nie ma.

Co ciekawe, te trzy mity często idą w parze i wzajemnie się wzmacniają. Kto uzna, że metoda „pomija emocje”, łatwo dochodzi do wniosku, że jest powierzchowna, a stąd już blisko do przekonania, że nie poradzi sobie z niczym poważnym. Tymczasem wystarczy zobaczyć dobrze poprowadzoną sesję, by te wyobrażenia się rozsypały. Pod spokojnymi, prostymi pytaniami kryje się uważne towarzyszenie człowiekowi w jednym z trudniejszych momentów jego życia — i konsekwentne budowanie nadziei opartej nie na pocieszeniu, lecz na jego własnych zasobach.

Dobrze pokazuje to praca z osobą w ostrym kryzysie, która mówi, że „nic nie ma sensu”. Terapeuta nie zaprzecza i nie pociesza na siłę. Pyta natomiast, jak to możliwe, że mimo wszystko ta osoba wciąż jakoś funkcjonuje, skąd bierze siłę, by każdego ranka wstać i zrobić to, co konieczne. Z poczucia całkowitej bezradności zaczynają się wyłaniać drobne, realne strategie przetrwania — telefon do bliskiej osoby, krótki spacer, jedna rzecz załatwiona mimo wszystko. To nie jest praca lekka. To jedna z najtrudniejszych rozmów, jakie można prowadzić, a metoda daje w niej terapeucie konkretne i bezpieczne oparcie.

Za prostotą TSR kryje się więc rzetelne, wymagające rzemiosło. Metoda jest przystępna w opisie, ale jej skuteczność zależy od wyczucia, uważności i lat ćwiczenia. Pozorna łatwość bywa myląca — zadać dobre pytanie we właściwym momencie jest znacznie trudniej, niż się wydaje. Odrzucanie metody na podstawie powierzchownych skojarzeń to strata, zarówno dla terapeuty, jak i dla klientów, którym mogłaby realnie pomóc. Warto poznać ją bliżej, zanim wyda się o niej sąd.

realizacja i marketing: Damian Nowaczek