CKKMIP Navigation

Pierwsze 5 minut sesji TSR — dlaczego decydują o powodzeniu

Sesja często rozstrzyga się w pierwszych pięciu minutach. To na starcie spotkania klient decyduje — najczęściej nieświadomie — czy czuje się bezpiecznie, czy zostanie potraktowany poważnie i czy warto się otworzyć. W Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach ten początek ma swoją wagę i swoje zasady.

Joining — dostrojenie się do klienta

Pierwszym zadaniem terapeuty nie jest zbieranie informacji, lecz zbudowanie kontaktu. Joining to dostrojenie się do języka, tempa i sposobu bycia klienta. Słuchamy, jakimi słowami opisuje swoją sytuację, i zaczynamy ich używać. Nie spieszymy się, nie przerywamy, nie zasypujemy pytaniami. Klient, który poczuje, że ma przed sobą kogoś naprawdę obecnego, otworzy się sam.

To moment, w którym łatwo o błąd. Pośpiech, zbyt szybkie przechodzenie do „a co chciałby Pan zmienić”, potrafi spłoszyć klienta, który nie zdążył jeszcze poczuć się wysłuchany. Dlatego pierwsze minuty należą bardziej do słuchania niż do działania.

Pierwsze pytania i kierunek

Gdy kontakt jest już zawiązany, łagodnie nadajemy rozmowie kierunek. Pomocne bywa pytanie „Na co miałby Pan nadzieję, że wyniknie z naszego spotkania?”. Ono otwiera przestrzeń, nie naciska, a zarazem od początku ustawia rozmowę w stronę tego, czego klient chce, a nie wyłącznie tego, co mu dolega. To subtelna, ale ważna różnica, która nadaje ton całej sesji.

Warto też w tych minutach wyłapać pierwsze zasoby. Już sam fakt, że klient przyszedł, że znalazł czas, że potrafi nazwać swój problem, jest czymś, co można docenić. Ten pierwszy komplement buduje grunt pod dalszą pracę. Sztuki dobrego otwarcia sesji uczymy podczas szkoleń CKKMIP.

Na dobry początek składa się również jasność co do ram spotkania. Krótka informacja o tym, ile czasu mamy, czego klient może się spodziewać i że to on decyduje, o czym chce rozmawiać, zdejmuje napięcie wynikające z niepewności. Klient, który wie, jak będzie wyglądać spotkanie, szybciej się rozluźnia. Ta drobna przewidywalność jest szczególnie ważna dla osób, które przychodzą z lękiem albo z trudnym doświadczeniem wcześniejszej pomocy.

Pierwsze minuty to też moment, w którym terapeuta zbiera ton całej rozmowy. Jeśli zaczyna od ciepła, ciekawości i szacunku, klient nieświadomie dostraja się do tej atmosfery. Jeśli zaczyna od chłodnej listy pytań, rozmowa łatwo staje się formalna i powierzchowna. Dlatego doświadczeni terapeuci traktują otwarcie sesji nie jak rozgrzewkę, lecz jak najważniejszą inwestycję — bo nastrój pierwszych chwil rozciąga się na wszystko, co przyjdzie potem.

Dlaczego to się opłaca

Na pierwsze wrażenie składa się też wiele rzeczy pozajęzykowych. Ton głosu, tempo mówienia, to, czy terapeuta sprawia wrażenie spokojnego i nieoceniającego — wszystko to klient odczytuje w ułamkach sekund, zanim jeszcze padnie pierwsze ważne pytanie. Dlatego dobry początek zaczyna się jeszcze przed słowami: od tego, w jakim stanie sam terapeuta wchodzi w spotkanie. Trudno dać klientowi spokój, którego nie ma się w sobie.

Pierwsze minuty są też okazją, by oddać klientowi kontrolę. Krótkie „od czego chciałby Pan zacząć?” sygnalizuje, że to jego rozmowa i że nie zostanie poprowadzony tam, gdzie nie chce iść. Dla wielu osób, zwłaszcza tych, które wcześniej miały złe doświadczenia z pomocą, to drobne zaproszenie bywa pierwszym powodem, by zaufać.

Czas zainwestowany w dobry początek zwraca się przez całą resztę sesji. Klient, który od pierwszych minut czuje się bezpieczny i wysłuchany, pracuje głębiej i chętniej. Klient, który tego nie poczuł, przez kolejne czterdzieści minut będzie się asekurował. Pierwsze pięć minut to nie rozgrzewka przed właściwą rozmową — to fundament, na którym stoi wszystko, co wydarzy się potem.

realizacja i marketing: Damian Nowaczek